Spór o znak towarowy „NIVELIUM” unaocznia, jak cienka jest granica między kreatywnym brandingiem a ryzykiem naruszenia praw do znaku renomowanego. Dla Beiersdorfa – właściciela marki NIVEA – wystarczyło samo podobieństwo brzmieniowe, by uruchomić formalną lawinę, zakończoną oddaleniem skargi kasacyjnej przez Naczelny Sąd Administracyjny.
Renoma to więcej niż rozpoznawalność
Beiersdorf odwołał się do rozszerzonej ochrony znaku towarowego „NIVEA”, argumentując, że NIVELIUM – choć nieidentyczne – może wywoływać u konsumentów skojarzenia, które zacierają granice między produktami. UPRP oraz sądy kolejnych instancji zgodziły się z tą oceną, wskazując m.in. na identyczność przeznaczenia towarów, zbieżność początku słownego „NIVE-” oraz wysoką rozpoznawalność marki NIVEA w Polsce. Kluczowa okazała się koncepcja „rozmycia” znaku – czyli jego stopniowej utraty siły odróżniającej, gdy na rynku pojawiają się podobne oznaczenia.
Co dalej z dermokosmetykami NIVELIUM?
Produkty pod nazwą NIVELIUM nadal funkcjonują w sprzedaży. Otwarte pozostaje pytanie, czy Beiersdorf zdecyduje się na kolejny krok – już nie administracyjny, ale cywilny – domagając się zakazu używania oznaczenia lub odszkodowania. Eksperci nie wykluczają polubownego zakończenia sporu, np. poprzez zmianę kolorystyki, kroju pisma czy dodanie wyróżników graficznych, które ograniczyłyby potencjalne skojarzenia z marką NIVEA.
Nazwa z AI? Zanim ją zgłosisz, sprawdź
Sprawa pokazuje też rosnące ryzyko związane z generowaniem nazw handlowych przy użyciu sztucznej inteligencji. Modele językowe potrafią tworzyć chwytliwe nazwy, które – nawet nieświadomie – balansują na granicy cudzych praw. Dlatego zanim pojawi się nowa marka, warto zadać sobie pytanie: czy rzeczywiście jest moja?