Powrót 2016 roku w branży beauty. Co się zmieniło, a co pozostało?

Estetyka 2016 roku znów przyciąga uwagę – zarówno na Instagramie, jak i w kampaniach marek kosmetycznych. Ale tym razem wraca z filtrami nie tylko graficznymi, lecz także wartościowymi: większą świadomością konsumentów, dojrzalszą narracją i technologią. Dla branży beauty to nie tylko nostalgia, lecz także moment redefinicji trendów, które kiedyś były dominujące.

Kontur, brwi, Instagram – ale dziś w wersji „soft”

W 2016 roku królował makijaż pełen wyrazistości – metaliczne rozświetlacze, matowe pomadki, ostre kontury i gęste sztuczne rzęsy to był wtedy znak rozpoznawczy influencerek beauty. Instagram stawał się centrum tej rewolucji – zdjęcia flat lay, zbliżenia na oko i tutoriale przejęły feedy. Dziś te same elementy wracają w bardziej subtelnej odsłonie: miękki modelunek twarzy, satynowe formuły i minimalistyczna gra światłem. To nie rewolucja, lecz świadoma reinterpretacja tamtych kodów estetycznych.

Pielęgnacja: od ilości do jakości

Dekadę temu zachwyt budziły koreańskie rytuały pielęgnacyjne i wieloetapowa rutyna. W 2026 roku rynek nie odrzuca tamtych przyzwyczajeń, ale filtruje je przez pryzmat skuteczności i zdrowia skóry. Filtry UV, personalizacja składów, regeneracja bariery hydrolipidowej – to hasła, które zdominowały język beauty. Naturalność przestała być marketingowym sloganem, a stała się punktem wyjścia do rozmowy o bezpieczeństwie i skuteczności.

Komunikacja: od „hitów z USA” do strategii relacji

Gdyby cofnąć się do 2016 roku, język marek beauty brzmiałby jak permanentna premiera – „rewolucja”, „natychmiastowy efekt”, „must have”. Influencer marketing raczkował, a wiarygodność opierano na certyfikatach lub eksperckich opiniach. Dziś marki stawiają na edukację, storytelling, dane i autentyczne case’y. Influencerzy są partnerami, nie tylko kanałem zasięgowym, a komunikacja w social mediach przypomina bardziej dialog niż billboard. Rok 2016 powraca – ale tylko tam, gdzie ma sens.