Z badań UCE RESEARCH i Hybrid Europe wynika, że aż 89,9 proc. Polaków przyznaje się do zakupów pod wpływem impulsu. Zakupy, jak podkreślają eksperci, są bardziej emocjonalnym niż racjonalnym procesem – część domowego budżetu z góry przeznaczamy na drobne zachcianki, które zaskakująco często lądują w koszyku.
Emocje w sklepie silniejsze niż lista zakupów
Najwięcej respondentów, 35,6 proc., kupuje nieplanowane produkty od czasu do czasu, czyli raz na dwie–trzy wizyty w sklepie, a niemal tyle samo – 35,2 proc. – twierdzi, że zdarza się to rzadko. Badanie pokazuje, że około jedna trzecia Polaków rzeczywiście trzyma się planu, ale większość reaguje spontanicznie. Trudno się dziwić – kolorowe etykiety, promocje „na chwilę” i nowości produktowe to zaproszenie do małego kapitulowania wobec własnych zasad. Zakupy są dziś formą emocjonalnej gratyfikacji – drobnym luksusem codzienności, który nie wymaga uzasadnienia.
Kto ulega impulsom, a kto trzyma budżet w ryzach
Z raportu wynika, że do spontanicznych zakupów najczęściej skłonni są młodzi dorośli w wieku 25–34 lat, z wyższym wykształceniem i dochodem powyżej 9 tys. zł netto miesięcznie. Częściej mieszkają w dużych miastach, co sprzyja kontaktowi z reklamą i częstym wizytom w sklepach. Po drugiej stronie skali znajdują się seniorzy w wieku 75–80 lat, którzy – dysponując mniejszym budżetem – rzadziej pozwalają sobie na spontaniczność.
Co ciekawe, 16,6 proc. Polaków przyznaje, że niemal za każdym razem kupuje coś nieplanowanego, a 2,5 proc. robi to zawsze. To dowód, że kontrola nad impulsem jest raczej wyjątkiem niż regułą, a ekonomia codziennych wyborów coraz częściej ustępuje emocjom i chwili słabości między półkami.