Brytyjski organ Advertising Standards Authority zakazał emisji reklam czterech marek kosmetycznych promujących maski LED jako urządzenia lecznicze. Decyzja ta to kolejny sygnał, że rynek beauty nie może dowolnie posługiwać się językiem medycyny, szczególnie w przypadku produktów niezarejestrowanych jako wyroby medyczne.
Maseczki, które „leczą” trądzik
Na celowniku znalazły się marki Beautaholics, Luyors Retail, Project E Beauty oraz Silk’n. Ich reklamy publikowane w mediach społecznościowych sugerowały, że maski LED pomagają w walce z trądzikiem, różowatym trądzikiem czy bakteriami skórnymi. ASA uznała takie komunikaty za wprowadzające w błąd, ponieważ jedynie produkty zarejestrowane w MHRA mogą być reklamowane z odniesieniem do leczenia chorób. Co ciekawe, sprawę wykrył system sztucznej inteligencji, który automatycznie monitoruje treści reklamowe w sieci – od Facebooka po Instagram.
Granica między kosmetyką a medycyną
Reklamy usunięto po interwencji regulatora, a marki zobowiązały się do zmiany przekazu. Beautaholics wycofał hasło o „klinicznie potwierdzonej terapii światłem”, Luyors zrezygnował z deklaracji „pomaga zwalczać trądzik”, a Project E Beauty usunął zdjęcia „przed i po”. Najwięcej emocji wzbudziła kampania Silk’n, w której pojawiło się zdanie: „Zakończyłam niebieskie światło, aby leczyć mój trądzik”. Firma tłumaczyła, że to opinia klientki, jednak MHRA uznała, że nawet takie sformułowanie sugeruje działanie medyczne.
AI jako nowy strażnik branży beauty
ASA zapowiedziała kontynuację kontroli z użyciem narzędzi sztucznej inteligencji. System automatycznie wychwytuje reklamy zawierające medyczne słownictwo i analizuje ich kontekst. Jak podkreślają przedstawiciele organu, automatyzacja pozwala szybciej reagować na nadużycia, a jednocześnie chroni konsumentów przed obietnicami, których urządzenia kosmetyczne nie są w stanie spełnić. W branży, gdzie marketing coraz częściej łączy naukę z emocją, granica między faktem a fikcją staje się wyjątkowo cienka.